zmieściłaby się w naszą średnią krajową. Otóż podczas Mszy św oprócz ślubu obyły się jeszcze popiątne chrzciny dzieci Państwa Młodych oraz szóste Pani Młodej, która dodatkowo przyjęła pierwszą komunię święta oraz była bierzmowana. Msza zważając na ilość sakramentów nie była zbyt długa jak na afrykańskie warunki- 2h. Jednak należy jeszcze doliczyć godzinne spóźnienie Państwa Młodych, którzy do kościoła przyjechali Mercedesem przystrojonych papierem toaletowym. Po mszy goście obrzucili szczęśliwych małżonków confetti, po czy wszyscy pojechali na wycieczkę dookoła miasta w celu ogłoszenia jego mieszkańcom dobrej nowiny. Kiedy już wszyscy usłyszeli klakson Mercedesa i kilku innych samochodów goście i Młoda Para udali się do domu Młodych, gdzie dobywało się przyjęcie weselne. Wyglądało to trochę z początku jak zebrania koła gospodyń wiejskich. Krzesła były ustawione w rzędach przed sceną na której po kolei występowali ważniejsi goście i składali życzenia małżonkom. W domu była loża gości, w ogrodzie siedzieli pozostali. Po wysłuchaniu dwugodzinnych życzeń przyszedł czas na jedzenie i matango, czyli wino z drzewa palmowego. Pani Młoda w między czasie, tak zresztą jak i podczas mszy, karmiła swoje najmłodsze – dwutygodniowego dziecię;-) Kiedy już stoły zostały opróżnione, a opróżniali je kolejno- najważniejsi goście (księża, radni, właściciele sklepów, ja biała itp) jeść mogli pozostali dorośli goście, dzieciom zostały resztki, weselny wodzirej zabawiał wszystkich najnowszymi hitami puszczanymi z komputera. Po odpowiedniej ilości matango, wina, piwa itp goście zaczęli się bawić. Zabawy nie trwały jednak polskim zwyczajem do białego rana, no i najważniejsze na weselu nie zagrała słynna wiejska kapela. Ciekawe, czy kiedyś i my zrezygnujemy z orkiestry przy której każdy wujek wyrwie do tańca i czy afrykańskie matango zastąpi whisky lub wyborowa...Metody, techniki, materiały dydaktyczne - jak uczyć przedszkolaki języka angielskiego
Projekt: Metody, techniki, materiały dydaktyczne - jak uczyć przedszkolaki języka angielskiego (Kamerun)
poniedziałek, 20 września 2010
Moje wielkie kameruńskie wesele
zmieściłaby się w naszą średnią krajową. Otóż podczas Mszy św oprócz ślubu obyły się jeszcze popiątne chrzciny dzieci Państwa Młodych oraz szóste Pani Młodej, która dodatkowo przyjęła pierwszą komunię święta oraz była bierzmowana. Msza zważając na ilość sakramentów nie była zbyt długa jak na afrykańskie warunki- 2h. Jednak należy jeszcze doliczyć godzinne spóźnienie Państwa Młodych, którzy do kościoła przyjechali Mercedesem przystrojonych papierem toaletowym. Po mszy goście obrzucili szczęśliwych małżonków confetti, po czy wszyscy pojechali na wycieczkę dookoła miasta w celu ogłoszenia jego mieszkańcom dobrej nowiny. Kiedy już wszyscy usłyszeli klakson Mercedesa i kilku innych samochodów goście i Młoda Para udali się do domu Młodych, gdzie dobywało się przyjęcie weselne. Wyglądało to trochę z początku jak zebrania koła gospodyń wiejskich. Krzesła były ustawione w rzędach przed sceną na której po kolei występowali ważniejsi goście i składali życzenia małżonkom. W domu była loża gości, w ogrodzie siedzieli pozostali. Po wysłuchaniu dwugodzinnych życzeń przyszedł czas na jedzenie i matango, czyli wino z drzewa palmowego. Pani Młoda w między czasie, tak zresztą jak i podczas mszy, karmiła swoje najmłodsze – dwutygodniowego dziecię;-) Kiedy już stoły zostały opróżnione, a opróżniali je kolejno- najważniejsi goście (księża, radni, właściciele sklepów, ja biała itp) jeść mogli pozostali dorośli goście, dzieciom zostały resztki, weselny wodzirej zabawiał wszystkich najnowszymi hitami puszczanymi z komputera. Po odpowiedniej ilości matango, wina, piwa itp goście zaczęli się bawić. Zabawy nie trwały jednak polskim zwyczajem do białego rana, no i najważniejsze na weselu nie zagrała słynna wiejska kapela. Ciekawe, czy kiedyś i my zrezygnujemy z orkiestry przy której każdy wujek wyrwie do tańca i czy afrykańskie matango zastąpi whisky lub wyborowa...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz